moja samotnia

2008-02-24 14:52:01

od jakiegos już czasu "coś" nie daje mi spokoju. Nie pociesza kiedy własciwie powinno i przynosi smutek,kiedy własciwie to w ogole nie leży w kompetencjach tego "czegoś".to "coś" jest nawet nie do konca okreslone. moze dlatego tak trudno zgodzic sie,że to "cos" ma ten a nie inny kształt bo w głebi serca tego się po prostu nie chce. obawiam sie, ze wszytsko co zostało zbudowane moze ulec zburzeniu. i nie dlatego, ze ktoś coś zdetonuje tylko, ze nie ma się na to cos wpływu i ze to tak samo z siebie powoli zacznie sie kruszyć.
łzy...
wpadają do oka.jakos tak dziwnie zupelnie. dziwnie i namietnie.a namietność nie zawsze dobre ma znacznie. z pasją wiele złych rzeczy dziać się może.
Może nie jest prawdą to wszystko tu i teraz. a moze boję sie z prawdą zgodzić.
jedno jest pewne.obecny stan rzeczy mi nie odpowiada. i gdyby urzyć metafory nocy to, nie dlatego nie lubie nocy, że jest ciemna a dlatego, że czasami nocą jestem sama. wiec gdyby zmienić tylko ten jeden mały szczegół to noc przestanie straszyć. i siła cała jest w tym całym "czyms",o którym pisze i wiem, ze ona jedynie zmienic cos moze.bo ja juz sama z siebie nic nie moge.choć staram sie nieustannie. staram się sama rozumieć wiecej i NIE CHCIEC się staram BYC CENTRUM SWOJEGO SWIATA, moze to ja się jeszcze zwyczajnie nie nauczyłam w swoim świecie nie byc sama?

skomentuj (0)
Strona główna